Onet: Z rakiem jajnika da się żyć, tu najcenniejszy jest czas… Historia dr Hanny nadzieją dla innych kobiet

Pani Hanna jest lekarką z 40-letnim stażem pracy. Jej świadomość o konieczności regularnych badań jest duża. To nie uchroniło jej jednak przed rakiem jajnika. Choroba rozwinęła się w ciągu kilku miesięcy.

 

Objawy były mało widoczne...

Pani Hanna jest lekarką po 60. roku życia, dla której coroczne badania transwaginalne są podstawą profilaktyki choroby onkologicznej. Dlatego też dużym zaskoczeniem była dla niej diagnoza – rak jajnika. Tym bardziej, że objawy nie były specyficzne, a wyniki morfologii prawidłowe. Odczuwała jedynie lekkie bóle brzucha i wzdęcia, nie tracąc przy tym na masie ciała. Coś jednak wzbudzało jej niepokój, dlatego zdecydowała się na kolejne badania.

Przed dwoma laty, w maju 2018 r. usłyszałam, że mam raka jajnika w stadium zaawansowanym IIIC. Nie udało mi się przed nim uchronić, mimo że nigdy nie zaniedbywałam ginekologicznych badań profilaktycznych. Do dodatkowej diagnostyki skłonił mnie nietypowy niezbyt nasilony ból w prawym podżebrzu. Cztery miesiące wcześniej przeszłam badanie transwaginalne, które nie wykazało żadnych patologii. Z czasem pojawiły się zaparcia. Czułam ciągły niepokój. Zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Wiedziałam, że nie jest tak, jak być powinno, dlatego drążyłam temat, szukając przyczyny takich objawów. Moi koledzy po fachu powoli zaczynali traktować mnie jak hipochondryczkę, pytając: "Czego właściwie tam szukasz? Przecież wszystko jest w normie!". Wbrew wszelkim uwagom powtórzyłam szereg badań. Podczas USG miednicy małej stwierdzono, że przy jajniku jest coś niepokojącego. Rozmiar nieszczęścia wykazała dopiero laparoskopia z konwersją do pełnego otwarcia brzucha i 3-godzinnej operacji wykonanej przez zespół prof. Panka – dzieli się swoim doświadczeniem pani doktor.